Sądy nie mogą weryfikować sposobu ustalania wskaźnika WIBOR

Sądy nie mogą weryfikować sposobu ustalania wskaźnika WIBOR

Czytaj: 3 min

Rzecznik Generalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej jednoznacznie wskazał, że sąd krajowy nie jest uprawniony do badania wskaźnika WIBOR jako takiego ani do badania metody jego ustalania.

Wskaźnik referencyjny WIBOR znajduje się w wykazie kluczowych wskaźników referencyjnych sporządzanych na podstawie rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/1011 z dnia 8 czerwca 2016 roku („Rozporządzenie BMR”), które zostało przyjęte, aby zagwarantować dokładność, solidność i rzetelność właściwych wskaźników referencyjnych stosowanych w umowach kredytowych krajów członkowskich Wspólnoty. Powyższe stanowisko potwierdził Rzecznik Generalny TSUE w ogłoszonej w dniu 11 września 2025 roku opinii w sprawie C-471/24. Tym samym, wbrew pojawiającym się obecnie komentarzom autorów wspierających kredytobiorców w sporach z bankami, w swojej opinii Rzecznik Generalny jednoznacznie wskazał, że sąd krajowy nie jest uprawniony do badania wskaźnika WIBOR jako takiego ani do badania metodologii jego ustalania, ponieważ „zezwolenie krajowym sądom cywilnym na weryfikację metody ustalania kluczowych wskaźników referencyjnych w drodze oceny nieuczciwego charakteru warunku umownego na podstawie dyrektywy 93/13 podważyłoby szczególny system zarządzania kluczowymi wskaźnikami referencyjnymi ustanowiony przez prawodawcę Unii na mocy rozporządzenia 2016/1011″. Jeśli TSUE ostatecznie potwierdzi stanowisko Rzecznika Generalnego, kwestionowanie WIBOR przed sądami powszechnymi na gruncie Dyrektywy Rady nr 93/13/EWG z dnia 5 kwietnia 1993 roku („Dyrektywa konsumencka”) będzie niedopuszczalne. Wyrok TSUE w tej sprawie jest spodziewany w pierwszym kwartale 2026 roku.

WIBOR jest zgodny z unijnym rozporządzeniem BMR

Przepisy powszechnie obowiązującego prawa, posługując się pojęciem wskaźnika referencyjnego, wprost odwołują się do przepisów Rozporządzenia BMR i wykazu wskaźników, wśród których znajduje się właśnie WIBOR. Wykaz ten nie zawiera innego wskaźnika referencyjnego, który miałby zastosowanie do złotowych umów kredytowych. Zatem każdy warunek umowny zgodny z wymogiem ustawodawcy należy uznać za uczciwy. Dyrektywa konsumencka oparta jest bowiem na racjonalnym założeniu, że ustawodawca krajowy w sposób należyty, zgodny z przepisami prawa, wyważa równowagę kontraktową między przedsiębiorcą a konsumentem.

Warto także zwrócić uwagę, co potwierdza opinia Rzecznika Generalnego, że banki nie są zobowiązane do przekazywania konsumentom informacji o szczegółowym sposobie ustalania wskaźnika referencyjnego, zwłaszcza że odpowiedzialność za jego ustalanie ponosi podmiot zupełnie niezależny od banków (tj. GPW Benchmark S.A.), działający na podstawie zezwolenia na administrowanie wskaźnikami referencyjnymi udzielonego przez właściwy organ – w Polsce jest nim Komisja Nadzoru Finansowego.

Zatem podnoszone obecnie zarzuty, jakoby banki manipulowały wskaźnikiem referencyjnym WIBOR, są pozbawione jakichkolwiek podstaw. WIBOR jest bowiem najpowszechniejszym wskaźnikiem referencyjnym w Polsce, wykorzystywanym od kilkudziesięciu lat nie tylko przez banki, ale stosowanym również do wyceny obligacji Skarbu Państwa. Oprocentowanie stopą WIBOR obligacji Skarbu Państwa na kwoty idące w setki miliardów złotych jest najdobitniejszym dowodem na to, że wskaźnik referencyjny WIBOR obiektywnie odzwierciedla realia gospodarcze.

Ryzyko zmiany oprocentowania opartego na wskaźniku WIBOR jest ograniczone przepisami prawa

W toczących się obecnie sporach kredytobiorców z bankami, których przedmiotem są umowy kredytów oparte na wskaźniku WIBOR, błędnie powielane są zarzuty tożsame z tymi, które były przez lata podnoszone w tzw. sporach frankowych. Tymczasem charakterystyka tych spraw jest zupełnie inna. Przede wszystkim ryzyko zmiany WIBOR – w odróżnieniu od ryzyka zmiany kursu waluty obcej – jest limitowane powszechnie obowiązującymi przepisami krajowymi o odsetkach maksymalnych. Zgodnie z nimi wysokość odsetek nie może w stosunku rocznym przekraczać dwukrotności wysokości odsetek ustawowych. Jeżeli poziom ten zostanie przekroczony, bankom należą się co najwyżej odsetki maksymalne. Wysokość raty nie może zatem rosnąć w nieskończoność. Kredytobiorcy mają również zapewnioną możliwość całkowitego pozbawienia kredytu ryzyka zmiennego oprocentowania poprzez zastosowanie stałego oprocentowania. To klient, najpierw na etapie przedkontraktowym, a później w trakcie wykonywania umowy, decyduje, z jakiego oprocentowania chce skorzystać.

Opinia Rzecznika Generalnego TSUE powinna ostudzić entuzjazm osób, które liczą na lawinowe unieważnianie złotowych umów kredytowych ze zmiennym oprocentowaniem opartym na wskaźniku referencyjnym WIBOR. Nie ma obiektywnych możliwości manipulowania wskaźnikiem referencyjnym – ani tym bardziej dowodów na to. WIBOR jest obiektywny, rynkowy i zależny od polityki pieniężnej banku centralnego, a sposób jego ustalania jest w pełni transparentny.

Współpraca przy powstaniu tekstu: adw. Damian Wróbel, Senior Associate.

Napisz do nas:

Paweł Węc

radca prawny
Partner

Damian Wróbel kancelaria prawna SPCG

Damian Wróbel

adwokat
Senior Associate

Znak towarowy – narzędzie do zarządzania marką

Znak towarowy – narzędzie do zarządzania marką

Czytaj: 6 min

Marka towaru, usługi a szerzej brand całej spółki może być jej najcenniejszym zasobem, wycenianym na dość określone kwoty. Problemem jest jej niematerialny charakter – wartość marki wynika z pozytywnych skojarzeń klientów np. z jakością towaru, obsługą klienta, wartościami promowanym przez spółkę, czy skutecznym, długoletnim marketingiem. W pewnym momencie „życia” spółki może przyjść moment, gdy tą niematerialność dobrze jest powiązać z konkretnym „nośnikiem prawnym”. Skoro punktem odniesienie skojarzeń klientów jest oznaczenie (np. logotyp, nazwa), to oczywistym wyborem dla takiego „prawnego nośnika marki” jest prawo lub prawa na znaki towarowe.

Prawo ochronne na znak towarowy, to prawo wyłączne:

  • przysługuje określonemu podmiotowi np. spółce lub osobie fizycznej;
  • podmiot, któremu przysługuje ma wyłączność w korzystaniu ze znaku na danym terytorium;
  • granice tej wyłączności są określone w przepisach prawa, w przypadku znaków towarowych wyłączność polega na korzystaniu ze znaku w sposób zarobkowy lub zawodowy dla towarów lub usług objętych rejestracją.

Przez powiązanie z takim nośnikiem korzystanie z marki zostaje więc skonkretyzowane, inni uczestnicy obrotu wiedzą z czym mają do czynienia – potencjalni inwestorzy, konkurenci, klienci, czy kontrahenci.

Licencjonowanie korzystania ze znaków towarowych

Dopóki spółka jest jedynym podmiotem, który korzysta z oznaczeń danej marki sytuacja jest prosta. Komplikuje się ona, gdy spółka chciałaby rozpocząć współpracę z innym podmiotem, zwłaszcza działającym w innym państwie.

Skoro spółka A chce zezwolić spółce B na korzystanie z marki, to trzeba w umowie sprecyzować, czym ta marka jest i dlaczego spółka A miałaby musieć na cokolwiek zezwalać spółce B. W przypadku jednego lub więcej znaków towarowych nie budzi to wątpliwości – z rejestrów wynika co zostało przez spółkę zarejestrowane, a z przepisów wynikają skutki rejestracji. W przepisach określono też minimalne postanowienia umów licencyjnych, a także zasady rozstrzygania kwestii przez strony nieuregulowanych. Na przykład, jeśli strony nie postanowią wyraźnie, że licencja ma charakter wyłączny, to jest ona licencją niewyłączną [1]. To daje stronom pewność czym jest łączący je stosunek prawny. Uzupełnieniem umowy licencyjnej mogą być umowy dotyczące kwestii mających pośredni wpływ na pozytywny odbiór marki przez klientów – dostęp licencjobiorcy do know-how wytwarzania produktów lub rekrutacji i szkolenia pracowników, licencja na oprogramowanie służące do świadczenia usługi oraz wsparcie w jego konfiguracji i obsłudze, dostęp do sprawdzonych podwykonawców lub dostawców podzespołów itp.

Zawarcie umowy licencyjnej ma też korzyści dla licencjobiorcy. Przede wszystkim licencja może zostać wpisana do rejestru znaków towarowych, licencjobiorcy będzie więc łatwiej wykazać, że faktycznie nim jest. Poza tym, generalnie licencjobiorca może samodzielnie wystąpić z powództwem o naruszenie prawa ochronnego na znak towarowy. Jest to przydatne zwłaszcza w konfiguracjach międzynarodowych, gdy licencjodawca i licencjodawca mają siedziby w innych państwach, działają na tamtejszych rynkach i każdorazowe angażowanie licencjodawcy w lokalne spory jest czasochłonne. Zwłaszcza, że nieraz kluczowe jest szybkie podjęcie działań przedsądowych np. wysłanie listu ostrzegawczego albo złożenie wniosku o udzielenie zabezpieczenia tymczasowego. Zorganizowanie odpowiednich działań na poziomie międzynarodowym, nawet w ramach jednej grupy spółek, potrafi istotnie spowolnić podejmowanie odpowiednich działań.

Jeżeli spółka nie zarejestrowała znaku towarowego, można skonstruować umowę „na wzór” umowy licencyjnej, której przedmiotem będzie korzystanie z niezarejestrowanego oznaczenia lub oznaczenia jako utworu w rozumieniu przepisów PrAut. Te dwa rozwiązania mają wyraźne słabości w porównaniu z umową licencyjną:

  • problemem umowy dotyczącej korzystania z niezarejestrowanego oznaczenia, napisanej „na wzór” umowy licencyjnej jest z natury rzeczy nieprzysługiwanie „licencjodawcy” prawa do korzystania z oznaczenia będącego przedmiotem umowy. To rodzi po stronie licencjobiorcy wyższe ryzyko czy reakcja na ewentualne działania konkurentów, oparta na przepisach ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, będzie skuteczna. Dodatkowa wątpliwość powstaje przy rozpoczynaniu działalności gospodarczej na kolejnych terytoriach. Zarejestrowanie znaku towarowego może wyprzedzać rozpoczęcie działalności gospodarczej z tym znakiem. W przypadku oznaczeń niezarejestrowanych muszą one najpierw być faktyczne używane na danym terytorium – zasadniczo dopiero wtedy używanie tego oznaczenia przez konkurenta może być czynem nieuczciwej konkurencji. Jak wspominaliśmy w poprzednim wpisie nie ma klarownej cezury, kiedy taki stan jest osiągnięty – porównywalnej z datą zgłoszenia znaku towarowego lub udzielenia prawa ochronnego;
  • umowa licencyjna na korzystanie z utworu, której postanowienia są w dużej mierze narzucane przepisami PrAut służy korzystaniu z utworów „jako takich” – ich kopiowania i rozpowszechniania – a nie oznaczeń nakładanych na towary lub usługi. Zakres tej licencji z natury rzeczy nie będzie więc dopasowany do specyfiki współpracy, licencjodawca zamierza sprzedawać towary z nałożonym znakiem towarowym a nie logotypy, do których przyczepiono towary. Co więcej, przedmiotem takiej umowy nie mogą być oznaczenia niebędące utworami, czyli zwłaszcza słowa i slogany.

Opieranie zarządzania marką na takich umowach może być szczególnie nieefektywne, gdy będzie się na nią składało całe portfolio oznaczeń i współpraca z kilkunastoma czy kilkudziesięcioma partnerami na wielu różnych rynkach.

Łatwiejsza wycena marki

Wspomniane wcześniej skonkretyzowanie marki w nośniku jakim jest prawo ochronne ułatwia też jej wycenę. Istotą cennej marki jest jej pozytywne postrzeganie przez klientów. Dla spółki te skojarzenia mają przełożenie na sytuację rynkową pod warunkiem, że spółka pozostaje jedynym podmiotem na rynku, który kontroluje budowę i korzystanie z marki. Prawną wyłączność korzystania z oznaczeń dotyczących marki zapewnia dopiero prawo lub prawa ochronne. Jest to w dodatku wyłączność, której granice są ustalone w przepisach prawa oraz identyczne dla wszystkich znaków towarowych. Taka standaryzacja zasad ochrony upraszcza wycenę znaku towarowego, a docelowo całej marki, zwłaszcza gdy spółka prowadzi pod daną marką działalność na więcej niż jednym rynku i z wykorzystaniem więcej niż jednego znaku towarowego.

Zresztą znak towarowy może mieć niemałą wartość nawet w przypadku, gdy nie dotyczy rozpoznawalnej lub „cennej” marki. Będzie tak chociażby w przypadku, gdy znak jest słowem lub zwrotem atrakcyjnym dla danego towaru lub usługi i upłynęło już kilka lat od zarejestrowania znaku [2]. Niektóre prawa ochronne na znaki towarowe mogą z upływem czasu nabierać wartości jak niezgorsze wina. Jednak inaczej niż zdecydowana większość win prawa ochronne na znaki towarowe mogą trwać wiecznie nie tracąc na jakości. Prawa ochronne mogą być przedłużane na kolejne dziesięcioletnie okresy [3]. Szwajcarska spółka Georg Fischer AG zarejestrowała w Urzędzie Patentowym RP swój pierwszy znak w roku 1918 (R.000118), a następnie jego nieco odświeżoną wersję w 1980 (R.058393). Obydwa prawa ochronne obowiązują do dzisiaj.

Znak towarowy – niezależny od spółki

Prawo ochronne na znak towarowy jest składnikiem majątku spółki. Po wcześniejszej wycenie można to prawo amortyzować, może być ono również przedmiotem zastawu, ustanowienie zastawu rejestrowego wpisuje się do rejestru znaków towarowych. Poza tym, tak jak wszystkie majątkowe prawa własności intelektualnej, prawo ochronne na znak towarowy jest prawem zbywalnym. Spółka może więc wnieść to prawo jako aport do innej spółki albo sprzedać je innemu podmiotowi. W poprzednim wpisie zaznaczyliśmy, iż prawa ochronne można uzyskiwać odrębnie dla różnych terytoriów. Poszczególne prawa ochronne dotyczą tego samego znaku, ale są od siebie niezależne. Spółka mogłaby więc część takich znaków sprzedać, a część zachować.

Zbywalność odróżnia prawo na znak towarowy od firmy, pod którą działa przedsiębiorca. Ta ostatnia nie może być zbyta i dlatego warto, żeby firma spółki różniła się od znaku towarowego [4]. Przykładowo, „BLIK” (R.285340) to słowny znak towarowy należący do podmiotu działającego po firmą „Polski Standard Płatności Spółka Akcyjna”.  Jeżeli firma i znak towarowy będą identyczne, to zbycie tego drugiego będzie wymagało dodatkowo zmiany firmy, co oznacza konieczność zmiany umowy spółki, zarejestrowania zmiany w rejestrze przedsiębiorców, aktualizacji wszystkich dokumentów używanych przez spółkę, rezygnacji z dotychczasowych nazw domen internetowych spółki, powiadomienia wszystkich kontrahentów, banków, urzędów etc. Zbycie prawa ochronnego wymaga podjęcia działań tylko w odniesieniu do tej części przedsiębiorstwa spółki, która odpowiadała za towary lub usługi oferowane pod znakiem np. cesji umów rejestracji nazw domen internetowych tylko dla nazw domen identycznych ze znakiem.

Jak kancelaria spcg może Państwu pomóc?

  • doradzimy Państwu przy tworzeniu strategii ochrony marki, zwłaszcza przy wyborze oznaczeń wartych zgłoszenia jako znaki towarowe;
  • opracujemy wzór umowy licencyjnej zawierający np. różne warianty współpracy z licencjobiorcami. W razie potrzeby przygotujemy też kompleksowe umowy o współpracę, franchisingowe, które będą uzgadniały także inne aspekty współpracy poza udzieleniem licencji;
  • przygotujemy spółkę do badania due diligence lub przeprowadzimy takie badanie spółki – z uwzględnieniem portfolio znaków towarowych;
  • wynegocjujemy dla Państwa postanowienia umowy licencyjnej z krajowymi lub zagranicznymi licencjodawcami;
  • będziemy koordynowali działania spółki oraz licencjobiorców dochodzących ochrony znaków towarowych spółki w innych państwach.

Przypisy:

[1] Art. 76 ust. 4 PrWłPrzem.

[2] Ryzyko unieważnienia prawa ochronnego jest już wtedy dość niskie.

[3] Niezależnie od przedłużania prawa ochronnego znak powinien być używany w obrocie w sposób rzeczywisty. Jeśli tak nie będzie, to dowolna osoba może wnieść o stwierdzenie wygaśnięcia prawa ochronnego w całości lub w części.

[4] Art. 43(9) §1, art. 43(7) KC.

Napisz do autora:

dr Marcin Balicki SPCG

dr Marcin Balicki

adwokat
Counsel

Jawność i dostęp do dokumentów zamówienia publicznego

Jawność i dostęp do dokumentów zamówienia publicznego

Czytaj: 4 min

Zasada jawności postępowania o udzielenie zamówienia publicznego, wyrażona w art. 18 Pzp, stanowi jeden z filarów systemu zamówień publicznych. Ma ona zapewniać przejrzystość działań zamawiających, uczciwą konkurencję oraz społeczną kontrolę nad wydatkowaniem środków publicznych.

Realizacją zasady jawności jest m.in. obowiązek prowadzenia protokołu postępowania o udzielenie zamówienia, dokumentującego wszystkie czynności zamawiającego i wykonawców. Zgodnie z art. 74 ust. 1 Pzp, protokół ten jest jawny i udostępniany na wniosek każdemu zainteresowanemu, z uwzględnieniem ustawowych ograniczeń. Protokół wraz z załącznikami obejmuje całość dokumentacji postępowania – m.in. oferty, wnioski o dopuszczenie do udziału, dokumenty przygotowane przez biegłych czy notatki służbowe. Zakres udostępnienia poszczególnych dokumentów zależy od etapu postępowania. Sam protokół powinien być udostępniany niezwłocznie, tj. bez nieuzasadnionej zwłoki (por. wyrok KIO z dnia 11 lutego 2022 r., sygn. KIO 101/22). Oferty wraz z załącznikami udostępnia się nie później niż w ciągu trzech dni od ich otwarcia, wnioski o dopuszczenie do udziału – po poinformowaniu o wynikach ich oceny, a pozostałe załączniki – po wyborze oferty najkorzystniejszej lub unieważnieniu postępowania.

Zamawiający ma obowiązek udostępnić ww. informacje, z poszanowaniem ograniczeń wynikających z ochrony tajemnicy przedsiębiorstwa, informacji poufnych i interesu publicznego. Wykonawca może zastrzec jako tajemnicę przedsiębiorstwa informacje, które spełniają przesłanki poufności i mają rzeczywistą wartość gospodarczą, jednak zamawiający ma obowiązek zweryfikować zasadność takiego zastrzeżenia i w razie jego bezzasadności – odmówić uznania informacji za poufne. Informacje stanowiące tajemnicę przedsiębiorstwa nie są udostępniane. Jawność może być także ograniczona z uwagi na informacje poufne, zastrzeżone przez zamawiającego w SWZ lub ogłoszeniu, a także ze względu na interes publiczny, w szczególności, gdy ujawnienie danych mogłoby naruszyć ochronę prywatności lub prawa wyłączne wykonawcy, np. w postępowaniach z wolnej ręki dotyczących działalności twórczej, artystycznej, kulturalnej czy archiwalnej, gdzie nie ujawnia się m.in. wynagrodzenia wykonawcy, jeżeli zostało to przez niego uprzednio zastrzeżone.

Dostęp do dokumentów postępowania o udzielenie zamówienia może być również realizowany na podstawie ustawy o dostępie do informacji publicznej (u.d.i.p.). Jak wskazał NSA w wyroku z 28 września 2021 r. (sygn. III OSK 1060/21), u.d.i.p. służy zapewnieniu transparentności i społecznej kontroli nad gospodarowaniem środkami publicznymi, a informacje dotyczące postępowań przetargowych co do zasady stanowią informację publiczną w rozumieniu art. 1 ust. 1 u.d.i.p. W zakresie objętym Pzp pierwszeństwo mają przepisy tej ustawy. Jeżeli wniosek dotyczy protokołu lub jego załączników – właściwą podstawą pozostaje art. 74 Pzp. Natomiast gdy żądane informacje nie są objęte regulacją Pzp, czyli nie dotyczą protokołu ani jego załączników – wykonawca lub inna zainteresowana osoba może wystąpić o ich udostępnienie w trybie u.d.i.p. Informacjami, które nie są objęte przepisami Pzp, podlegają zatem udostępnieniu jak informacja publiczna są np. dokumenty dotyczące złożonych zamówień, informacje o postępie prac, faktury, reklamacje, noty odsetkowe i obciążeniowe oraz dokumenty związane ze sporami pomiędzy zamawiającym a wykonawcami (por. NSA w wyroku z dnia 9 listopada 2011 r., sygn. I OSK 1372/11).

Informacje podlegające ujawnieniu na podstawie u.d.i.p. podlegają ograniczeniom. Nie ujawnia się informacji określonych w przepisach o ochronie informacji niejawnych oraz o ochronie innych tajemnic ustawowo chronionych, dotyczących prywatności osób fizycznych, zastrzeżonych jako tajemnica przedsiębiorcy, określonych w przepisach o przymusowej restrukturyzacji, określonych w ustawie z 12.02.2010 r. o rekapitalizacji niektórych instytucji oraz o rządowych instrumentach stabilizacji finansowej. Ograniczenia te różnią się od ograniczeń przewidzianych w Pzp tym, że mają charakter ogólny i obejmują całą sferę informacji publicznej, podczas gdy Pzp wprowadza katalog szczególnych, węższych wyłączeń odnoszących się wyłącznie do postępowań o udzielenie zamówienia publicznego, takich jak obowiązek poufności nadany w dokumentach zamówienia czy nieujawnianie danych osobowych i wynagrodzeń w ściśle określonych przypadkach związanych z zamówieniami z wolnej ręki.

Informacje, na podstawie przepisów u.d.i.p. podlegają ujawnieniu w terminach przewidzianych tą ustawą, a zatem niezwłocznie, nie później niż w ciągu 14 dni od złożenia wniosku, przy czym, jeżeli nie jest to możliwe, podmiot zobowiązany poinformuje wnioskodawcę o przyczynach opóźnienia oraz wskaże nowy termin, nieprzekraczający 2 miesięcy od dnia złożenia wniosku.

Wniosek o udostępnienie dokumentów należy skierować do zamawiającego. Wniosek powinien określać, jakiego postępowania dotyczy oraz jakie dokumenty (protokół, załączniki) mają zostać udostępnione, a także – fakultatywnie – preferowaną formę ich przekazania. Nie ma obowiązku wykazywania interesu prawnego ani powoływania podstawy prawnej, choć wskazanie art. 74 Pzp może ułatwić rozpoznanie wniosku.

Udostępnianie protokołu postępowania oraz jego załączników odbywa się zasadniczo za pomocą środków komunikacji elektronicznej, niezależnie od formy protokołu (papierowej lub elektronicznej). W przypadkach, gdy udostępnienie w formie elektronicznej jest utrudnione lub niemożliwe – z przyczyn technicznych, prawnych, w tym w sytuacjach wyjątkowych przewidzianych w art. 65 ust. 1 Pzp lub w zamówieniach z dziedziny obronności i bezpieczeństwa – zamawiający niezwłocznie informuje wnioskodawcę i wskazuje alternatywny sposób udostępnienia, np. wgląd w miejscu wyznaczonym przez zamawiającego, przesłanie pocztą lub za pośrednictwem posłańca. Taki sposób realizuje zasadę pełnej komunikacji elektronicznej między zamawiającym a wykonawcami przewidzianą w Pzp.

Co istotne, jeżeli zamawiający nie udzieli wykonawcy odpowiedzi, wykonawca może skorzystać ze środków ochrony prawnej przewidzianych w Pzp, w szczególności wnieść odwołanie do KIO, ponieważ odmowa udostępnienia dokumentów może stanowić naruszenie zasad prowadzenia postępowania. W wyroku z dnia 8 października 2024 r., KIO 3124/24, wskazała, że zamawiający pozostawał w zwłoce z udostępnieniem dokumentów postępowania, czym ograniczył w sposób nieuzasadniony czas na zapoznanie się z nimi i ich weryfikację przez odwołującego, a naruszenie zasady jawności i udostępnienie dokumentów mogą mieć więc wpływ na wynik postępowania.

W przypadku wnioskodawców składających wniosek na podstawie u.d.i.p., jeżeli zamawiający nie udzieli odpowiedzi w ustawowym terminie, wnioskodawca może od razu wnieść skargę na bezczynność do sądu administracyjnego, bez konieczności wcześniejszego składania ponaglenia.

Napisz do autora:

Marcin Koper SPCG

Marcin Koper

radca prawny
Partner

1. Po co spółce znak towarowy ?

1. Po co spółce znak towarowy ?

Czytaj: 7 min

Znak towarowy komunikuje, że towar lub usługa pochodzi od danego przedsiębiorcy – na przykład od spółki a nie od jej konkurenta. Pochodzenie towaru może jednak przecież komunikować każda nazwa albo grafika (oznaczenie) na opakowaniu, także niebędące znakiem towarowym. Po co więc przeznaczać czas i pieniądze na zgłoszenie już używanego oznaczenia jako znaku towarowego?

Korzyści z formalności

Prawo ochronne na znak towarowy powstaje po wydaniu decyzji przez urząd patentowy właściwy dla terytorium danego kraju lub, wyjątkowo, organizacji [1]. I tak dla terytorium Polski jest to Urząd Patentowy RP, a dla terytorium Unii Europejskiej jest to Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej [2]. Otrzymanie prawa ochronnego poprzedza więc wypełnienie i złożenie wniosku, wniesienie opłaty, ograniczone sprawdzenie zgłoszenia przez urząd a czasem korespondencja z urzędem, zwłaszcza dotycząca modyfikacji wykazu towarów. W niektórych przypadkach urząd może odmówić udzielenia prawa ochronnego np. ze względu na brak zdolności odróżniającej znaku, użycie w znaku określonego symbolu, takiego jak symbol Rzeczypospolitej Polskiej czy Międzynarodowego Ruchu Czerwonego Krzyża.

Te formalności mają bardzo istotną zaletę – w razie udzielenia prawa ochronnego ich efektem jest wydanie świadectwa ochronnego oraz wpis do rejestru znaków towarowych prowadzonego przez dany urząd. Wpis w rejestrze zawiera m.in. przedstawienie znaku, numer prawa ochronnego, wykaz towarów i dane uprawnionego. Domniemywa się, że wpisy w rejestrach są prawdziwe i każdemu znana jest ich treść. Z treści rejestrów wynika więc, że oznaczenie jest chronione i kto jest uprawnionym. Dzięki temu uprawnionemu znacznie łatwiej jest przeciwdziałać bezprawnemu korzystaniu ze znaku. Ma to znaczenie zwłaszcza dla korzystania z procedur platform sprzedażowych i portali społecznościowych, np. do usuwania kont podszywających się pod oficjalny profil spółki i usuwania ofert podrobionych towarów. Podobnie jest w przypadku współpracy uprawnionego z Policją, organami celno-skarbowymi, a także przy prowadzeniu postępowań sądowych. W toku tych ostatnich wystarczy, że powód (uprawniony) powoła się na decyzję urzędu patentowego, nie musi on w inny sposób udowadniać, że znak towarowy jest chroniony. Mniejsza liczba faktów do uprawdopodobnienia może też ułatwić i przyśpieszyć podjęcie przez sąd decyzji o wydaniu tymczasowego zabezpieczenia [3].

Oczywiście powołanie się na ochronę wynikającą z innych rodzajów praw własności intelektualnej albo na popełnienie przez konkurenta czynu nieuczciwej konkurencji również może zakończyć się sukcesem, ale przeważnie wymaga od uprawnionego więcej zachodu. Przykładowo, oznaczenie graficzne użyte przez konkurenta spółki może być utworem chronionym prawem autorskim. Spółka musi jednak każdorazowo wykazać, że oznaczenie faktycznie jest utworem (spełnia warunki określone w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) oraz że nabyła majątkowe prawa autorskie do tego utworu od osoby fizycznej, która go stworzyła.

Konkurenci muszą trzymać się na dystans

Znak towarowy jest dedykowanym narzędziem prawnym do ochrony oznaczeń towarów i usług. Podstawowym celem stosowania tego narzędzia jest zapobieganie pomyłkom wśród klientów – klient, który mniej więcej zapamiętał znak nie powinien mieć problemów z odróżnieniem go od innych oznaczeń na towarach na półce, w sklepie internetowym, czy wśród aplikacji w sklepie na smartfonie. Dlatego zakres ochrony jest skonstruowany tak, żeby uprawniony mógł sprzeciwić się używaniu przez konkurentów nie tylko oznaczeń identycznych, ale także tych podobnych – dla identycznych lub podobnych towarów lub usług. Jest to kluczowe nie tylko w walce ze sprzedażą podrobionych towarów, ale także upodabnianiem nazw usług.

Inne narzędzia prawne, które przynajmniej pośrednio dotyczą oznaczeń, mogą albo nie pozwolić na osiągnięcie takiego celu albo osiągnięcie go będzie trudniejsze. Te narzędzia prawne to zwłaszcza przepisy prawa autorskiego oraz przepisy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji – zaletą obydwu z nich jest brak konieczności podejmowania żadnych formalnych działań, takich jak zgłoszenie znaku towarowego. Ich wady są następujące:

  • prawa autorskie powstają do utworów. Utworem może być logotyp (słowo i elementy graficzne), logo (same elementy graficzne), ale nie będzie nim pojedyncze słowo ani fraza np. slogan reklamowy. Po drugie, podstawowym celem ochrony prawnoautorskiej jest zapobieganie bezprawnemu korzystaniu z utworów lub ich twórczych fragmentów. Jeśli więc logotyp składa się z nazwy oraz charakterystycznej grafiki, to wykorzystanie samej nazwy nie będzie naruszało praw autorskich. Bardzo prawdopodobne, że również użycie podobnej grafiki, bez bezpośredniego przejęcia żadnego elementu, nie będzie stanowiło naruszenia [4]. Za ilustrację może posłużyć poniższy przykład wygranego sporu o naruszenie prawa ochronnego na znak towarowy, gdzie raczej nie doszło do naruszenia praw autorskich [5].

"Cykl
Po trzecie, powstanie praw autorskich nie wymaga podjęcia żadnych formalnych kroków, ale w rezultacie nie powstają też żadne oficjalne dokumenty potwierdzające istnienie ochrony – takie jak świadectwo ochronne dla znaku towarowego. Każdorazowo trzeba więc udowadniać, że prawa autorskie powstały, czyli, że znak jest utworem, i zostały prawidłowo nabyte przez spółkę.

  • czynem nieuczciwej konkurencji jest m.in. takie oznaczenie towarów lub usług, które może wprowadzić klientów w błąd co do ich pochodzenia. Przepisy te pełnią więc zbliżoną funkcję co ochrona znaków towarowych. Podobnie jak w przypadku ochrony praw autorskich przepisy te wymagają włożenia przez spółkę dużo większego wysiłku w wykazanie swoich racji w toku prowadzenia sporu. Przede wszystkim faktu i historii używania spornego oznaczenia, a także – w każdym przypadku – ryzyka wprowadzenia klientów w błąd.

Uprawniony ze znaku towarowego nie musi tego robić. Ponadto, w sytuacjach najbardziej problematycznych i wymagających szybkiej reakcji, czyli kiedy konkurent uprawnionego ze znaku używa identycznego oznaczenia dla identycznych towarów i usług ryzyko wprowadzenia klientów w błąd jest „domniemane”.

Używanie przez konkurenta podobnego oznaczenia nie oznacza zawsze nieuczciwych zamiarów. Może on uważać, że obydwa oznaczenia wystarczająco różnią się od siebie. Spółka może uważać inaczej i mocniejszych argumentów przekonywania do własnego zdania dają znaki towarowe.

Najlepszą obroną jest… sprawdzenie przeciwnika

Zanim zapadnie decyzja o wybraniu dla towaru lub usługi określonego oznaczenia należy oczywiście przeglądnąć, czy takiego oznaczenia używają inne spółki, szczególnie konkurenci [6] – np. na stronach internetowych, w portalach społecznościowych, w punktach sprzedaży, na opakowaniach. Dodatkowo ważne jest sprawdzenie w rejestrach urzędów patentowych, czy konkurenci nie zgłosili podobnych oznaczeń jako znaków towarowych, a jeśli tak, to dla jakich terytoriów i towarów – jednym słowem, przeprowadzenie trademark clearance [7].

Nieraz jednak w toku postępowania zgłoszeniowego ujawniają się konflikty, które były trudne do wykrycia podczas trademark clearance. Dlaczego? Zgłoszenie znaku towarowego jest publikowane w rejestrach urzędów patentowych a urzędy powiadamiają uprawnionych o wpłynięciu zgłoszenia znaku podobnego do ich znaków towarowych. Konkurenci mogą więc zareagować – sprzeciwić się zgłoszeniu, co może uniemożliwić rejestrację znaku. Jednym z zaskakujących przykładów z naszej praktyki było sprzeciwienie się rejestracji znaku dla lokalnej szkoły tańca przez… zagraniczny koncern prasowy.

Zakończenie sporu zainicjowanego sprzeciwem może być polubowne i polegać choćby na modyfikacji wykazu towarów, zgłoszeniu zmodyfikowanego znaku towarowego np. z nieco inną grafiką lub dodatkowym elementem słownym bądź graficznym. Szczegółowe uzgodnienia można zawrzeć w umowie o koegzystencji znaków towarowych zawartej z konkurentem. Tak zakończyła się sprawa wspomnianej wcześniej szkoły tańca. Z drugiej strony, jeżeli stanowisko przeciwnika jest nieprzekonujące, to spółka ma okazję bronić swoich racji jeszcze w postępowaniu zgłoszeniowym. Jeśli urząd patentowy oddali sprzeciw a uzasadnienie decyzji będzie przekonujące, to można ostrożnie założyć, że ochrona tego znaku ma dobre perspektywy. Konkurent może się oczywiście odwołać od takiej decyzji, ale wymaga to od niego dalszego zaangażowania i ponoszenia kosztów bez gwarancji powodzenia. Trzeba mieć też na uwadze, że zgłaszanie sprzeciwów nie jest obowiązkowe – konkurent może dopiero po udzieleniu ochrony wystąpić z wnioskiem o unieważnienie prawa ochronnego ze względu na kolizję z jego wcześniejszym znakiem. Okres, kiedy można to zrobić, jest jednak ograniczony do pięciu lat odkąd uprawniony ze znaku wcześniejszego dowiedział się o używaniu znaku późniejszego [8].

Niezależnie od tego, czy stanowisko wnoszącego sprzeciw jest zasadne, przeważnie lepiej jest dowiedzieć się o istnieniu konfliktu wcześniej niż później. Dlatego znaki towarowe nieraz zgłasza się z wyprzedzeniem – przed oficjalną premierą towaru lub usługi i rozpoczęciem akcji promocyjnej. Pozwala to spółce wybrać strategię postępowania zanim dalsze środki zostaną zainwestowane np. w promocję nowego oznaczenia. Można też najpierw zgłosić znak w postaci słownej, a dopiero później w postaci słowno-graficznej. W razie potrzeby łatwiej jest zmienić grafikę niż nazwę towaru, a poza tym ostateczna postać grafiki przeważnie powstaje później niż nazwa.

W przypadku oznaczeń używanych w obrocie, ale niezgłaszanych jako znaki towarowe szansa na wykrycie potencjalnego konfliktu jest mniejsza. Konkurent dowie się o używaniu oznaczenia dopiero, kiedy towar lub usługa będzie dostępna na rynku albo przynajmniej oficjalnie zapowiedziana. Rozwiązanie sporu o korzystanie z tego oznaczenia będzie mogło nastąpić w postępowaniu sądowym, a to przeważnie będzie trwało dłużej niż postępowanie sprzeciwowe w toku zgłaszania znaku towarowego.

Podsumowanie

Wydanie przez Urząd Patentowy RP, inny urząd krajowy (np. niemiecki, brytyjski) lub EUIPO decyzji co do zgłoszenia znaku towarowego trwa obecnie kilka miesięcy, postępowania zgłoszeniowe prowadzi się elektronicznie, a opłaty administracyjne nie są wysokie. Przewaga znaków towarowych nad innymi sposobami ochrony oznaczeń używanych przez spółkę jest naszym zdaniem bardzo duża.


Jak zespół naszej kancelarii może Państwu pomóc w omawianym zakresie?

  • przeprowadzimy trademark clearance i przedstawimy rekomendacje co do zgłoszenia danego oznaczenia jako znaku towarowego albo wyboru najlepszego spośród tych oznaczeń, które rozważa spółka;
  • doradzimy przy tworzeniu wykazu towarów i usług, będziemy reprezentować spółkę w postępowaniu zgłoszeniowym, w tym w korespondencji z urzędem patentowym;
  • w razie zgłoszenia sprzeciwu przez uprawnionego ze znaku wcześniejszego będziemy w imieniu spółki rozmawiać ze zgłaszającym sprzeciw i bronić stanowiska spółki w postępowaniu zgłoszeniowym;
  • po uzyskaniu przez spółkę prawa ochronnego będziemy podejmować działania przeciwko podmiotom bezprawnie z niego korzystającym.

 

Przypisy:

[1] Pewnym wyjątkiem jest znak towarowy powszechnie znany, uprawniony do takiego znaku może m.in. pomimo braku rejestracji żądać zaprzestania używania znaku identycznego lub podobnego w odniesieniu do towarów identycznych lub podobnych, gdy używanie takie może wprowadzać odbiorców w błąd co do pochodzenia towaru. Art. 301 PrWłPrzem.

[2] Szerzej na temat zgłaszania znaków towarowych na różnych terytoriach będziemy pisać w kolejnych wpisach.

[3] Tymczasowe zabezpieczenie może polegać zwłaszcza na czasowym zakazaniu podejmowania działań, które w ocenie uprawnionego stanowią naruszenie jego praw np. zakazy oferowania i wprowadzania do obrotu towarów z podrobionym znakiem towarowym na czas trwania postępowania.

[4] Oczywiście każdy przypadek wymaga indywidualnej oceny, naruszeniem praw autorskich może być chociażby bezprawne rozpowszechnianie tzw. opracowania, czyli nieraz dalece przerobionej wersji oryginalnego utworu (art. 2 ust.

[5] Przykład sporu podaje za https://csnews.com/7-eleven-wins-trademark-infringement-suit-vs-super-7-store [dostęp: 18.07.2025 r.].

[6] W tekście skupiamy się na konkurentach, ponieważ w ich przypadku ryzyko sporu jest wyższe. Zdarzają się jednak sytuacje, gdy spór powstaje między podmiotami, które bezpośrednio ze sobą nie konkurują.

[7] Niezależnie od analiz dokonywanych przez samego zgłaszającego Urząd Patentowy sporządza zawiadomienie o istnieniu identycznych lub podobnych znaków towarowych z wcześniejszym pierwszeństwem, przeznaczonych do oznaczania takich samych lub podobnych towarów i przekazuje je zgłaszającemu. Przy czym zawiadomienie to ma charakter wyłącznie informacyjny i nie jest wiążące. Art. 146(1) ust. 6 PrWłPrzem.

[8] Art. 165 ust. 1 PrWłPrzem, art. 61 ust. 1 Rozporządzenia 2017/1001 w sprawie znaku towarowego Unii Europejskiej.

Napisz do autora:

dr Marcin Balicki SPCG

dr Marcin Balicki

adwokat
Counsel

Prawo opcji w zamówieniach publicznych – w pigułce

Prawo opcji w zamówieniach publicznych – w pigułce

Czytaj: 3 min

Planując udzielenie zamówienia publicznego zamawiający może działać w warunkach niepewności. Na przykład, co do możliwości zabezpieczenia lub przeznaczenia wystarczających środków na sfinansowanie pożądanego zakresu zamówienia. Może również nie być przekonany czy zasadna będzie realizacja zakładanego zakresu zamówienia, a to z uwagi na spodziewaną zmianę istotnych okoliczności.

Zamiast rezygnować z udzielenia zamówienia lub odroczenia w czasie, zamawiający może skorzystać z przewidzianego w przepisach Prawa zamówień publicznych prawa opcji. Opcja zapewnia bowiem zamawiającemu elastyczność umożliwiając dostosowanie zakresu przedmiotu zamówienia do zmieniających się potrzeb i okoliczności.

Na czym polega prawo opcji?

Prawo opcji funkcjonuje jako dopuszczalna, jednostronna zmiana przez zamawiającego zakresu zamówienia podstawowego udzielonego wykonawcy zgodnie z procedurą. Prawo opcji przysługuje w zakresie postępowań w sprawie udzielenia zamówienia na dostawy, usługi oraz roboty budowlane.

Opcje mogą obejmować zarówno ograniczenie, jak i rozszerzenie zakresu zamówienia podstawowego. Co do zasady można podzielić je na trzy główne kategorie:

  • zmiana przedmiotu zamówienia, np. poprzez dopuszczenie możliwości dostarczenia dodatkowego sprzętu, akcesoriów powiązanych z zamówieniem podstawowym, fakultatywnego oprogramowania, ale też ograniczenia dostaw poszczególnych artykułów (aspekt przedmiotowy),
  • ograniczenie lub zwiększenie wielkości (ilości) udzielonego zamówienia (aspekt ilościowy),
  • zawieszenie, skrócenie czy też wydłużenie terminu realizacji zamówienia (aspekt czasowy).

Warunki skutecznego zastrzeżenia prawa opcji.

Przede wszystkim, planując wykorzystanie prawa opcji, zamawiający powinien doliczyć wartość maksymalnego zakresu opcji do wartości zamówienia podstawowego (art. 31 ust. 2 pzp).

Zamawiający powinien również odpowiednio opisać opcję w ogłoszeniu o zamówieniu albo w dokumentach zamówienia. Opcję określa się „w postaci zrozumiałych, precyzyjnych i jednoznacznych postanowień umownych, które łącznie spełniają następujące warunki:

  1. określają rodzaj i maksymalną wartość opcji;
  2. określają okoliczności skorzystania z opcji;
  3. nie modyfikują ogólnego charakteru umowy.”.

Aby zamawiający skutecznie mógł powołać się na prawo opcji [1], powinien dokładnie opisać wszystkie istotne aspekty składające się na jej wymiar w taki sposób, aby wykonawcy mogli precyzyjnie zrozumieć jego zakres i warunki ewentualnego wprowadzenia. Jest to niezwykle ważne nie tylko z perspektywy wykonawcy – szczegółowy opis opcji przysłuży się zamawiającemu chociażby w postaci rzetelniejszej oferty cenowej. Dokładne zrozumienie zakresu świadczenia przez obie strony zminimalizuje także ryzyko wystąpienia sporów, w tym na drodze sądowej, co zwykle wiąże się z przedłużeniem terminów realizacji zamówienia. Oczywiście, opcja powinna pozostawać w związku z przedmiotem zamówienia podstawowego.

Opis opcji może znajdować się w dokumentach zamówienia. Może być więc implementowany do opisu przedmiotu zamówienia podstawowego lub stanowić osobny załącznik do specyfikacji warunków zamówienia. Opis opcji i zasady skorzystania z opcji powinny znaleźć się również w projektowanych postanowieniach umownych (PPU). Poprawnie przygotowane PPU powinny określać przedmiot i wartość opcji [2], a także okoliczności potencjalnego skorzystania z prawa opcji, np. poprzez powiązanie ich z warunkiem zawieszającym, złożeniem wykonawcy oświadczenia przez zamawiającego lub po prostu ustaleniem możliwości bezpośredniego rozpoczęcia składania zamówień wynikających z opisu opcji z pominięciem konieczności złożenia oświadczenia o skorzystaniu z tego prawa.

Co istotne, skorzystanie z prawa opcji ma charakter jednostronnego uprawienia zamawiającego, nie obowiązku. W związku z tym wykonawcy nie przysługują żadne roszczenia w związku ze skorzystaniem lub nieskorzystaniem przez zamawiającego z przewidzianej przez niego opcji.

Uwaga na ryzyka związane z zastrzeżeniem prawa opcji!

Opcja oferuje elastyczne i różnorodne możliwości modyfikacji zamówienia podstawowego w ramach jednego postępowania przetargowego, przynosząc potencjalne korzyści zamawiającemu, jak i wykonawcy. Jednocześnie, jej zastrzeżenie może podnosić ryzyko związane z danym zamówieniem.

Poprawne zastrzeżenie opcji może być dla zamawiającego wyzwaniem, a ewentualne błędy w tym zakresie prowadzić do braku możliwości skorzystania z niej, a w skrajnych przypadkach nawet do ryzyka naruszenia dyscypliny finansów publicznych poprzez wadliwe ustalenie wartości zamówienia prowadzące do zastosowania niewłaściwego trybu udzielenia zamówienia.

Na marginesie można dodać, że zamawiający udostępniający informację o kwocie przeznaczonej na sfinansowanie zamówienia przed otwarciem ofert nie jest zobowiązany wyszczególnić kwoty przeznaczonej na sfinansowanie zamówienia w ramach prawa opcji (np. wyrok KIO z dnia 12 marca 2018 r., KIO 359/18). Jednakże, jeśli zamawiający przekazuje kwotę na sfinansowanie zamówienia jako jedną wartość, tj. bez wyszczególnienia kwoty przeznaczonej na zamówienie podstawowe i dodatkowe (tj. w ramach opcji) należy uznać, że dotyczy ona wyłącznie zamówienia podstawowego bez opcji. Ponieważ kwota przeznaczona na sfinansowanie zamówienia swoim zakresem musi obejmować tylko jego gwarantowany zakres, zamawiający nie unieważni postępowania na podstawie art. 255 pkt 3 pzp z powodu zbyt wysokiej ceny opcji – por. wyrok KIO z dnia 30 marca 2023 r., KIO 713/23.

Ze strony wykonawcy konieczne będzie z reguły dokonanie wyceny opcji i przedstawienie jej wraz ofertą cenową na zamówienie podstawowe. Zastrzeżenie opcji może wpływać na decyzję wykonawcy o złożeniu oferty w postępowaniu, jeżeli uzna on, że niepewność co do skorzystania lub nieskorzystania przez zamawiającego z prawa opcji w zbyt dużym stopniu wpływa na ryzyka prawne lub komercyjne związane z wykonaniem zamówienia obejmującego takie prawo opcji.

Przypisy:

[1] Na gruncie art. 441 ust. 2 ustawy Prawo zamówień publicznych, czynności dokonane na podstawie zapisów umownych zastrzegających opcje określone z naruszeniem jej art. 441 ust. 1 podlegają bowiem unieważnieniu.

[2] Jak wynika z treści aktualnego komentarza Urzędu Zamówień Publicznych, „wartość opcji może być wyrażona zarówno przedmiotowo, terminowo, procentowo, kwotowo, jak i ilościowo”, źródło: https://ekomentarzpzp.uzp.gov.pl/prawo-zamowien-publicznych/art-441, dostęp w dniu 02.11.2025 r.

Napisz do autora:

Marcin Koper SPCG

Marcin Koper

radca prawny
Partner

Wadliwa implementacja dyrektywy EKŁE w zakresie pakietów usług

Wadliwa implementacja dyrektywy EKŁE w zakresie pakietów usług

Czytaj: 4 min

Oferowanie przez przedsiębiorców telekomunikacyjnych pakietów usług lub usług i urządzeń jest praktyką powszechną. Zawarcie umowy na usługi Internetu światłowodowego łącznie, np. z usługami TV czy telefonii mobilnej, często wiąże się z korzyściami dla klientów — jest wówczas taniej. Usługi w pakietach często są wyłącznie usługami komunikacji elektronicznej. Wraz z takimi mogą być jednak oferowane również inne usługi, np. usługi cyfrowe, takie jak abonament na muzykę czy VOD.

Jakie są praktyczne konsekwencje oferowania usług w pakietach? Czy jeżeli jedna z nich nie jest wykonywana należycie i klient–konsument chce z niej zrezygnować, lub jeżeli dostawca usług zmienia zasady świadczenia jednej z nich lub wprowadza podwyżkę opłat, to czy klient–konsument może zrezygnować ze wszystkich innych usług objętych pakietem?

Pakiety usług w dyrektywie ustanawiającej Europejski kodeks łączności elektronicznej

Prawodawca unijny odniósł się do takiej sytuacji w motywie (283) oraz w art. 107 dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/1972 z dnia 11 grudnia 2018 r. ustanawiającej Europejski kodeks łączności elektronicznej („EKŁE”).

Szczególne skutki oferowania usług lub usług i urządzeń końcowych w pakietach wystąpią wówczas, jeżeli taki pakiet zawiera co najmniej usługę dostępu do Internetu lub publicznie dostępną usługę łączności interpersonalnej wykorzystującą numery. Inna usługa z pakietu może mieć dowolny charakter. Pakiety w rozumieniu EKŁE będą więc stanowiły oferowane razem usługi telefonii mobilnej (jako usługa łączności interpersonalnej wykorzystująca numery) wraz z abonamentem na muzykę (inna usługa). Albo usługi telefonii mobilnej wraz ze smartfonem, który dostawca usług sprzeda konsumentowi — przy czym w tej notatce nie odnosimy się do urządzeń.

W myśl przepisów EKŁE, jeżeli oferta skierowana do konsumenta obejmuje pakiet usług, to wybrane przepisy EKŁE powinny mieć odpowiednie zastosowanie do wszystkich jego elementów, więc i do tych, które w przeciwnym razie nie byłyby nimi objęte. To istotne, ponieważ EKŁE przyznaje konsumentom usług telekomunikacyjnych pewne przywileje. Na przykład mają oni prawo rozwiązać swoją umowę bez ponoszenia jakichkolwiek dalszych kosztów z chwilą otrzymania zawiadomienia o zmianach warunków umownych proponowanych przez dostawcę usług. Jeżeli nienależyte wykonanie jednej z usług uprawnia konsumenta do rozwiązania umowy, może on również zrezygnować z innych usług objętych pakietem.

Zgodnie z zamysłem prawodawcy unijnego, w powyższym przykładzie, kiedy pakiet obejmuje abonament komórkowy i abonament na muzykę, a przedsiębiorca telekomunikacyjny zaproponuje konsumentowi podwyżkę abonamentu komórkowego, to konsumentowi przysługuje prawo rozwiązania nie tylko umowy na usługi mobilne, ale również umowy dotyczącej abonamentu na muzykę.

Bez przepisu rozciągającego stosowanie wybranych przepisów EKŁE na usługi z pakietu, które co do zasady nimi nie są (bo nie są usługami komunikacji elektronicznej), konsument mógłby wprawdzie rozwiązać umowę na drożejącą usługę komunikacji elektronicznej, ale niekoniecznie na abonament na muzykę. Pozostałby więc związany z dotychczasowym dostawcą umową na tę drugą usługę. W efekcie konsument mógłby uznać, że jednak zaakceptuje podwyżkę abonamentu komórkowego, choć opłacałoby mu się z niej zrezygnować, bo inny dostawca taki pakiet, tj. „telefon komórkowy + muzyka”, zaoferowałby mu w niższej cenie. Takiemu właśnie uzależnieniu konsumenta od dostawcy usług mają przeciwdziałać przepisy EKŁE.

Wadliwa implementacja w polskich przepisach zasad dotyczących pakietów usług

Przepisy polskiego Prawa komunikacji elektronicznej z 2004 r. wyrażają powyższe zasady w art. 307, jednak wadliwie. Przewidują mianowicie, że opisany powyżej skutek pakietyzacji (przy czym pojęcie „pakietu” nie jest w polskich przepisach w ogóle stosowane — w takim rozumieniu jak w art. 107 EKŁE) usług wystąpi, jeżeli konsument zawiera umowę o świadczenie usług komunikacji elektronicznej obejmującą co najmniej usługę dostępu do Internetu lub usługę komunikacji interpersonalnej wykorzystującą numery wraz z inną usługą komunikacji elektronicznej lub promocyjnym urządzeniem końcowym. Inaczej więc niż przewiduje to EKŁE, zgodnie z przepisami polskimi konsument musi nabyć nie jedną, lecz co najmniej dwie usługi komunikacji elektronicznej (a więc np. usługę dostępu do Internetu po światłowodzie wraz z abonamentem na komórkę). Przepisy polskie nie odnoszą się natomiast do sytuacji, w której do pakietu usług wchodzi usługa inna niż usługa komunikacji elektronicznej. Zatem w opisanym przykładzie, jeżeli konsument zawrze umowę na abonament komórkowy oraz na muzykę, to na gruncie polskich przepisów nie powstanie skutek pakietyzacji. Polski konsument nie będzie mógł rozwiązać umowy na muzykę, jeżeli jego dostawca podwyższy mu abonament komórkowy.

Naruszenie obowiązku ścisłego wdrożenia przepisów EKŁE

Regulacja przyjęta w PKE jest więc we wskazanym zakresie niezgodna z przepisami EKŁE. Tymczasem art. 101 EKŁE wyraźnie wymaga, aby wdrożenie jej przepisów było ścisłe. Nie dopuszcza wprowadzenia przez kraje członkowskie przepisów mniej lub bardziej rygorystycznych. Jednocześnie wątpliwe jest, czy sądy i organy krajowe mogłyby wykładać przepis art. 304 ust. 1 PKE w taki sposób, aby zapewnić mu zgodność z przepisami dyrektywy EKŁE. Jak wynika z orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości, obowiązek odniesienia się przez sąd krajowy do treści prawa Unii przy dokonywaniu wykładni i stosowaniu odpowiednich przepisów prawa krajowego jest ograniczony przez ogólne zasady prawa i nie może służyć jako podstawa do dokonywania wykładni prawa krajowego contra legem (por. np. sprawa C-187/15, pkt 44).

Można dodać, że jeszcze przed wejściem w życie przepisów PKE Prezes UOKiK przyjmował, iż abonenci-konsumenci, którzy zawarli z przedsiębiorcą telekomunikacyjnym umowę o świadczenie usług obejmującą co najmniej dwie usługi telekomunikacyjne (w rozumieniu przepisów zasadniczo nieobowiązującego już Prawa telekomunikacyjnego z 2004 r.), w sytuacji braku akceptacji zaproponowanej jednostronnej zmiany warunków umowy poprzez podwyższenie ceny jednej ze świadczonych usług telekomunikacyjnych mają prawo rozwiązania umowy, co do obu usług (por. decyzję nr RPZ 10/2017). W tym zakresie przepis art. 304 ust. 1 PKE nie wprowadza więc większej nowości.

Inne istotne mankamenty implementacji zasad dotyczących pakietów usług

Warto wskazać jeszcze jedną kwestię, którą ustawodawca polski najwyraźniej pominął wdrażając przepisy EKŁE dotyczące pakietów usług.

W motywie (283) EKŁE wskazuje się, że za istnienie pakietu uznaje się sytuacje, w których elementy pakietu są dostarczane lub sprzedawane przez tego samego dostawcę na podstawie tej samej lub ściśle związanej albo połączonej umowy. Tymczasem polskie przepisy nie zawierają żadnych wskazówek, z których wynikałoby, czy i kiedy różne umowy łączące przedsiębiorcę telekomunikacyjnego i konsumenta należałoby uznać za związane, „spakietyzowane”. Kwestia ta będzie musiała zapewne zostać rozstrzygnięta w orzecznictwie. To jednak sytuacja niepożądana, ponieważ stwarza ryzyko wystąpienia różnych wyników w poszczególnych sprawach. Taka nieprzewidywalność może osłabić ochronę konsumenta. Jednocześnie może narazić przedsiębiorców telekomunikacyjnych na ryzyko związane choćby z interwencją Prezesa UOKiK i zarzutem naruszenia zbiorowych interesów konsumentów — który dostrzeże powiązanie umów tam, gdzie w ocenie dostawcy usług go brak.

Na gruncie polskich przepisów wątpliwości interpretacyjne mogą budzić choćby kryteria oceny relacji pomiędzy różnymi umowami, na podstawie których ofertowane są usługi. EKŁE wymaga, aby umowy były związane „ściśle” lub powiązane. Niewątpliwie „ścisłe związanie” to więcej niż zwykły związek między umowami. Choć byłoby to sprzeczne ze wspomnianym powyżej obowiązkiem ścisłego wdrożenia przepisów EKŁE, można jednak przypuszczać, że zarówno organy państwa, jak i sądy mogą w poszczególnych sprawach zmierzać do dopuszczenia również luźniejszych związków pomiędzy umowami.

Wątpliwości związanych ze sposobem implementacji przepisów EKŁE dotyczących pakietów jest więcej. W związku z tym wskazana byłaby interwencja regulatora branżowego, który mógłby w ramach swoich kompetencji podjąć działania zmierzające do usunięcia sygnalizowanych wątpliwości.

Napisz do autora:

Marcin Koper SPCG

Marcin Koper

radca prawny
Partner

Pin It on Pinterest